środa, 10 października 2018

Chrzest, czyli zaślubiny z morzem

Przyszedł czas, aby osoby będące pierwszy raz nad morzem wstąpiły w szeregi jego miłośników i poddanych władzy Neptuna i jego żony Prozerpiny. Na uroczystość chrztu do Rewy przybył sam Neptun z małżonką. Obrzędowi zostały poddane Helena, Zosia, Joanna oraz Dorota. Po powitaniu Władcy Mórz towarzyszące mu nimfy poddały świeżynki różnorakim torturom sprawdzając przydatność kandydatek do wejścia w szeregi pomocników Władcy Głębin, a nakazując:

·       przejście plażą na kolanach,
·        stworzenie żywej figury z poddanych Neptuna,
·       wykonanie portretu Neptuna na piasku.

Dziewczyny poradziły sobie z zadaniem, po czym zostały dotknięte magicznym trójzębem (czyli magicznym widelcem zawieszonym na kijuJ) i weszły w skład załogi Neptuna. Zostały im nadane następujące imiona:

Joanna – Stąpająca Meduza,
                    Helena – Casanowa w Spódnicy,
           Dorota – Skaczący Pokemon,
Zofia – Płacząca Nimfa.
Miłościwy Neptun i zacna Prozerpina wyrazili zgodę na sfotografowanie swojego oblicza i tak powstały przepiękne pamiątkowe fotki.

Aleksandra, Staszek

Mój pierwszy raz..

Postanowiłam reporterskim okiem zbadać, jak spędziły pobyt nad morzem nasze świeżynki, czyli: Zosia, Helena i Marta. Zosia i Helena były pierwszy raz nad morzem, a dla Marty był to pierwszy wyjazd z naszą grupą i pierwszy bez najbliższych.




Najpierw dopadłam Zosię. Chętnie przystała na rozmowę.
Iza: Co Cię urzekło w czasie wycieczki?
Zosia: Spokojne morze, chrzest morski, piasek, molo i wyroby bursztynowe.
Iza: Co byś zmieniła, jeżeli chodzi o sam pobyt?
Zosia: Wieczorami powinno być więcej spotkań w hotelu przy muzyce.
Iza: Jak czułaś się nad morzem?
Zosia: Dobrze.
Iza: Jak przeżyłaś chrzest?
Zosia: Ucieszyłam się, że miałam chrzest. Szczególnie podobał mi się wyścig na kolanach do Neptuna
J

Następna w kolejce znalazła się Helenka.
Iza: Co najbardziej urzekło Cię na wycieczce?
Helenka: Morze i rejs statkiem.
Iza: Jak wspominasz chrzest morski?
Helenka: Fajnie było!
Iza: Jak mogłabyś jeszcze lepiej zorganizować sobie czas nad morzem?
Helenka: Długie spacery, jak jest pogoda.
Iza: Czy chciałabyś jeszcze kiedyś powrócić nad morze?
Helenka: Tak, bo bardzo mi się tam podobało.

No i wreszcie przyszedł czas na Martę:
Iza:, Co najbardziej zauroczyło Cię na wycieczce?
Marta: Zwiedzanie Sopotu. Było tam naprawdę fajnie i miło to wspominam.
Iza: Jak wspominasz chrzest morski?
Marta: Bardzo dobrze, ponieważ zobaczyłam, jaką zgraną grupą potrafimy być.
Iza: Jak mogłabyś jeszcze lepiej zorganizować sobie pobyt na wycieczce?
Marta: Mogłabym bardziej zaangażować się w przygotowanie atrakcji.
Iza: Czy, są jeszcze miejsca, które chciałabyś zobaczyć?   
Marta: Tak, Westerplatte, ujście Wisły do morza oraz Malbork, którego nie udało nam się zobaczyć

Dziękuję za rozmowę, Iza

Mój Gdańsk


Marzyłem o tym, żeby zobaczyć Gdańsk, bo nigdy nie byłem w tym mieście. Zwiedzanie zaczęliśmy od jego słynnej dzielnicy, Oliwy. W tamtejszej archikatedrze wysłuchaliśmy dwudziestominutowego koncertu organowego. Był niesamowity, niektórzy nie kryli wzruszenia. Towarzyszyły mu różne efekty specjalne, m.in. migotanie gwiazd, ruchome anioły. Potem obejrzeliśmy piękne ogrody oliwskie, a w nich ogród japoński. Jak oni to zrobili, że brama do tego ogrodu zrobiona jest bez użycia choćby jednego gwoździa? … cuda techniki. Zwróciła naszą uwagę również rzeźba zaczytanej kobiety. Wyglądała jak żywa…

            Potem pojechaliśmy na starówkę. Urzekły mnie tamtejsze uliczki i kamienice oraz klimat tego miejsca. Zobaczyliśmy Archikatedrę Mariacką. To największa świątynia w Polsce zbudowana z cegły. Niestety ciągle trwa tam remont i niektórych rzeczy nie można było zobaczyć. Szkoda też, że nie weszliśmy na wieżę, a to tylko pięćset dwadzieścia schodów...
Potem w rodzinach spacerowaliśmy po starówce. Były atrakcje – lody, sklepy, bary, restauracje. Budowle nad rzeką urzekały swoim pięknem. Statek, którym można było popłynąćJ czekał na chętnych. Trzeba by było spędzić kilka dni, żeby wszystko zwiedzić i coś kupić. Ceny nie były małe. Z tego właśnie powodu zrezygnowałem z czapki i koszulki, które wpadły mi w oko. Trudno…  No i młyńskie koło, szkoda, że nie zdążyłem się załapać.
            Przy bramie, gdzie się zbieraliśmy sympatyczny chłopak grał na saksofonie. Był niezły. Bernadka i Grażyna nawet zatańczyły.
Myślę, że dobrze by było jeszcze kiedyś wrócić do Gdańska, żeby zobaczyć inne miejsca, np. muzea, których jest sporo, np. muzeum bursztynu..
P.S.
Pierwszy raz byłem w Gdańsku. Byłem, zobaczyłem, powrócę…

Staszek


Malowniczy Sopot

Pobyt w Sopocie uważam za bardzo udany. Nigdy wcześniej nie byłam w tym mieście, dlatego zależało mi żebyśmy się tam znaleźli. Najpierw zwiedziliśmy piękne molo, z którego rozlegał się niesamowity widok na otwarte morze. Wolna przestrzeń, przystań motorówek i zacumowany statek, którym można było popłynąć w krótki rejs... Molo w Sopocie co roku odwiedzają tysiące turystów, a latem trudno się tu przecisnąć. Niezapomniane były też widoki z zabytkowej latarni morskiej, skąd kiedyś można było pilotować przybycie statku do brzegu.
W Sopocie nie można oczywiście nie zajrzeć do Opery Leśnej. To właśnie tam, co roku można zobaczyć wielkich artystów. Scena jest zadaszona, ma bardzo dobrą akustykę.
Na terenie parku mieści się też sala koncertowa Polskiej Filharmonii Kameralnej, która liczy 300 miejsc. Oddana do użytku w 1977 roku. Tam mieliśmy okazję wysłuchać niesamowitego koncertu zatytułowanego Idź swoją drogą z piosenkami Jonasza Kofty, do którego powstania zainspirowała Nulę Stankiewicz 30 – ta rocznica śmierci poety. Występ był fenomenalny. 
Koncert sprowokował mnie do tego, żeby poczytać trochę o Jonaszu Kofcie. Okazuje się że był człowiekiem kapryśnym, trudnym, o wielu twarzach, ale przede wszystkim dowcipnym i błyskotliwym. Takim pozostał we  wspomnieniach przyjaciół. Chciał, żeby ludzie go kochali…
Urodził się 28 listopada 1942 na Wołyniu w rodzinie żydowskiego pochodzenia. Po wojnie wraz z rodziną znalazł się we Wrocławiu, gdzie jego ojciec założył rozgłośnię regionalną Polskiego Radia. W 1961 roku po ukończeniu liceum plastycznego rozpoczął studia na Wydziale Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. W czasie studiów jego talent artystyczny rozwinął się.
Poeta, dramaturg, satyryk, tekściarz i malarz. Potrafił znaleźć poezję tam, gdzie normalnemu człowiekowi wydawałoby się, że jej nie ma – stwierdziła Jaga Kofta, żona poety. Potrafił zaskakiwać w każdej dziedzinie.
Pamiętajcie o ogrodach to jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów Jonasza Kofty. Tekst wiersza opatrzony został linią melodyczną, dzięki czemu powstała bardzo popularna piosenka, którą w latach 90-tych wykonywał Jan Pietrzak. Utwór jest swoistym hołdem oddanym naturze i wszystkiemu, co naturalne.





Kinga 

wtorek, 9 października 2018

Dar Pomorza

           W Gdyni zwiedziliśmy Dar Pomorza, statek potocznie zwany Białą FregatąZostał zbudowany w roku 1909 w stoczni Blohm-Voss w Hamburgu jako statek szkolny niemieckiej marynarki handlowej. Jest to trzymasztowy żaglowiec szkolny. Po burzliwych kolejach losu został zakupiony przez społeczeństwo Pomorza dla Szkoły Morskiej w Gdyni, miał zastąpić wysłużony barak szkolny Lwów. 13 lipca 1930 roku w czasie uroczystości chrztu ks. biskup Stanisław Okoniewski poświęcił statek i jego banderę; rodzicami chrzestnymi zostali Minister Przemysłu i Handlu Eugeniusz Kwiatkowski oraz żona Ministra Rolnictwa i Dóbr Państwowych, Maria Janta - Połczyńska. 
            Biała Fregata od 70 lat nieodłącznie związana jest z Gdynią. Ostatni rejs odbyła we wrześniu 1981 r. pod dowództwem kpt. ż. w. Tadeusza Olechnowicza - do fińskiego portu Kotka. 4 sierpnia 1982 roku formalnie wycofano Dar Pomorza ze służby, w tym samym czasie podniesiono banderę na jego następcy, Darze Młodzieży.

Krótkie kalendarium statku:
ü    20 lipca–30 września 1930 – pierwszy rejs szkolny,
ü    22 listopada 1931 – pierwsze przekroczenie równika,
ü 16 września 1934 – 3 września 1935 – podróż dookoła świata pod dowództwem kpt. ż. w.  Konstantego Maciejewicza-Matyjewicza,
ü    2 listopada 1937 – opłynięcie przylądka Horn,
ü    29 grudnia 1937 – dopłynięcie do Martyniki,
ü    1 września 1939 roku – 21 października 1945 roku – internowanie przez Szwedów w Sztokholmie,
ü    24 października 1945 – powrót do Gdyni.

Obecnie Dar Pomorza jest zacumowany w tym mieście jako statek -muzeum. Oglądając jego wnętrze można wyobrazić sobie jak wyglądało kiedyś codzienne życie marynarzy. 

Pod polską banderą Dar Pomorza:
ü    odbył 102 rejsy szkolne,
ü    przepłynął pół miliona mil morskich – jest to odległość równa około 25 rejsom dookoła świata,
ü    zasłynął jako pierwszy statek w dziejach polskiej bandery handlowej, który opłynął dookoła świat,
ü    wyszkolił 13 384 studentów.

Z Gdyni wypłynęliśmy też na krótki rejs statkiem Dragon po Zatoce Gdańskiej. Wielu z nas po raz pierwszy postawiło nogi na pływającej łajbie. Na szczęście nikt nie dostał choroby morskiejJ. Swobodnie spacerowaliśmy po statku, wchodząc również na kadłub.
Tylko dla Staszka niefortunnie zakończyło się pożyczanie czapki od Tomka. Zawiał wiatr i fiu… zerwał czapkę z głowy. No cóż, czapkę trzeba odkupić. A mówili żeby nie zaśmiecać BałtykuJ.





Beata


Nie ma jak w rodzinie...


Do Rewy pojechało 5 rodzin:

Rodzina Pana Roberta, w której skład wchodziło trzech muszkieterów: Staszek, Marcin i Rysiu, oraz trzy nimfy wodne: Justyna, Marysia i Beata. Muszkieterowie mieszkali na pierwszym piętrze, natomiast nimfy ulokowały się na parterze. Relacje między nimi były dobre. Przeważnie wspólnie spacerowali w czasie wolnym, chociaż czasem nimfa Beata widziana była na spacerach sama… Czasem chłopaki wpadały do pokoju dziewczyn na pogaduchy. Nimfa Beata często wpadała do nich, bo gapy zapominali o zbiórce.

Rodzina Pani Iwony składała się z 6 osób: Doroty, Marysi, Susanny, pani Oli, Joanny i Iwony. Wszystkie mieszkały na pierwszym piętrze, co niestety nie spowodowało, że częściej się odwiedzałyL. Bardzo dobrze radziły sobie nowicjuszki, pani Ola i Dorota. Wróciły uszczęśliwione. Asia miała prawdziwie morski chrzest, bo w trakcie zabawy pechowo wylądowała w morzu. Wszystko jednak dobrze się skończyło.

Rodzina Pani Agaty, czyli Grażyna, Dorota, Izy, Bernadetta i Honorata. Bernadka chciała wracać już po pierwszej nocy, na szczęście się rozmyśliłaJ. Szybko stanęła na nogi i wróciła uszczęśliwiona. Grażynka postanowiła trochę zostać nad morzemJ, na szczęście zatęskniła za nami i za kilka dni była z powrotem.

Rodzina Pana Grzegorza to Staszek, Tomki, Krzysiek i Marek. Staszek na początku wycieczki rozśmieszył nas kawałem „O niemądrej zakonnicy”J. Był też rannym ptaszkiem i dzięki niemu grupa  zawsze była na czasJ. Budził też nimfę Beatę na wschód słońca. Sam też raz się wybrał, ale wrócił rozczarowany, bo słońce się nie pokazałoJ.

Rodzina Pani Anny to same dziewczyny, czyli: Marta, Kinga, Agnieszka, Zosia, Helena. Pokój 35 stał się salonem fryzjerskim, gdzie Marta przerabiała koleżanki na bóstwa. Chłopaki się nie odważyłyJ Helena, która zarzekała się, że nigdzie z Barwałdu się nie ruszy wróciła z bananem na buziJ. A Zosi spodobał się chrzest i chodzenie na kolanach do Neptuna. Dacie wiarę?



Uczestnicy wycieczki

Rewa i My

Tym razem na wyjazdową rehabilitację wybraliśmy się nad morze. Naszym celem była mało znana, ale urocza Rewa. Okazała się miejscem spokojnym, trochę leniwym, które ożywiają miłośnicy kitesurfingu, windsurfingu i żaglówek. Tam stacjonowaliśmy prawie tydzień.
Rewa to wioska  położona w woj. pomorskim, w powiecie puckim, w gminie Kosakowo, między Gdynią a Puckiem na Kaszubach. Miejscowość z dwoma letnimi kąpieliskami i dwiema przystaniami morskimi dla rybaków. Nazwa miejscowości wzięła się od rewy, piaszczystej mielizny ciągnącej się od wierzchołka cypla, niemal nieprzerwanie do brzegu Mierzei Helskiej.
Sporo czasu spędziliśmy spacerując brzegiem morza, podziwiając jego bezkres i słuchając szumu fal. Korzystaliśmy ze słonecznej pogody. Nie obyło się bez kąpieli morskich, czasem trochę nieplanowanychJ, które orzeźwiły nasze zmysły. Graliśmy też w piłkę plażową. Odwiedzaliśmy smażalnię ryb. Robiliśmy zdjęcia, które pozwolą nam zapamiętać na dłużej ten czas.
Warto wiedzieć, że raz w roku w Rewie, pod koniec wakacji organizowany jest Marsz Śledzia, którego uczestnicy przechodzą, a częściowo przepływają z Kuźnicy do Rewy. Jest to ekstremalna wyprawa.

Kinga