piątek, 10 listopada 2017

50-tka Marcina


Marcin, Artysta nie byle jaki,
Miał 50-tkę, dziewczęta, chłopaki.
Choć nikt Jego portretu nie sporządził
Pięknie swe urodziny urządził.
Galaretki przygotował
Niepamięć naszą uszanowałJ
Chochlik tort ufundował
Oczy Jubilata uradował.
Wszyscy przednio się bawili
Rozmawiali i tańczyli.
Morał z tej bajki będzie taki
Ćwiczcie pamieć, dziewczęta, chłopaki.


czwartek, 9 listopada 2017

Szpitalne Perypetie

Nasza grupa teatralna Klaps wzięła udział w corocznym przeglądzie zespołów teatralnych mieszkańców DPS i ŚDS. W humorystyczny sposób przedstawiliśmy scenkę z życia pacjentów szpitala psychiatrycznego. Weekend widzi kobietę, której nie ma w rzeczywistości. Zdrowiutki przekonany o swoim zdrowiu załatwia wypis pozostając jednocześnie w swoim świecie. Dziki jest pobudzony emocjonalnie i podważa kompetencje całego personelu. Pielęgniarka niechętnie wykonuje swój dyżur, a lekarz z trudem próbuje to wszystko ogarnąć...

Oto, co o spektaklu napisali sami aktorzy.

Justyna:
Ja po raz pierwszy brałam udział w przedstawieniu jako aktor. Wystąpienie przed większą widownią nie było łatwe. Byłam trochę zdenerwowana, ale udało mi się opanować tremę. Starałam się nie pomylić. Myślę, że nie wyszło źle. W przedstawieniu byłam pielęgniarką.

Leszek:
Po raz drugi wystąpiłem w teatrze. Według mnie w sztuce Szpitalne Perypetie dałem z siebie wszystko. Nie miałem żadnej tremy. Myślę, iż byłem dobrze przygotowany, więc się nie martwiłem, iż coś źle pójdzie. Wczułem się w graną rolę. Na sali słychać było śmiech. Gdy przedstawienie już się skończyło to poczułem ulgę, że wszystko się udało i nie było większych potknięć. Mnie przypadła do grania charakterystyczna rola, grałem pacjenta o nazwisku Dziki. Wydaje mi się, że dobrze oddałem jego usposobienie. Terapeuci stwierdzili, że dobrze zagraliśmy i ogólnie nam dobrze poszło.

Łukasz:
Po raz pierwszy w życiu wystąpiłem w przedstawieniu. Moje uczucia były ambiwalentne. Z jednej strony chciałem wystąpić, wiedziałem, że będzie to fajne doświadczenie, z drugiej miałem obawy wiążące się z odpowiedzialnością, jaka na mnie będzie spoczywać. Obawiałem się, że zapomnę tekstu i faktycznie tak się stało, że w pewnym momencie zapomniałem, a moją głowę wypełniła pustka. Na szczęście szybko się „odblokowałem” i tekst wpadł mi do głowy tak szybko, jak się ulotnił. Przedstawienie udało się, choć z początku nie miałem specjalnej satysfakcji. Przyszła dopiero po obejrzeniu nagrania z kamery.

Tomasz:
Ja miałem tremę, chociaż już nieraz występowałem przed większą publicznością. Zawsze jest to też pozytywne przeżycie. W swojej roli czułem się dobrze, była krótka, więc szybko ją opanowałem. Mam nadzieję, że w przyszłym roku też zagram w grupie „Klaps”.

Piotr:
Dostałem rolę w spektaklu Szpitalne Perypetie. Trochę obawiałem się tego wystąpienia, bałem się, że zapomnę tekstu. Rola Zdrowiutkiego nie była zbyt długa. Miałem tremę, ale ją opanowałem. Gdy nadszedł czas wystąpienia, poszło mi nieźle. Koledzy też mieli obawy, ale dobrze im poszło. Przedstawienie bardzo mi się podobało. Byłem zadowolony, że wystąpiłem.

Aktorzy

Śpieszmy się kochać...

Dla mnie ważną osobą, która odeszła w tym roku był Zbigniew Wodecki. Jego ciepły i aksamitny głos sprawiał, że piosenki przez niego śpiewane były dla mnie wielką przyjemnością i ukojeniem dla duszy. Był wszechstronnie utalentowany, grał na instrumentach takich jak: skrzypce i trąbka. Był dobrym człowiekiem, dla wielu miał dobre słowo, chętnie pomagał innym. Zasłużył się dla kultury polskiej.
Wciąż nie mogę uwierzyć, że Go już nie ma wśród nas…


Kulka

wtorek, 24 października 2017

Z cyklu kulinaria: Placki ziemniaczane po węgiersku

GULASZ

Składniki:
1 kg mięsa wołowego lub wieprzowego
2 łyżki mąki (do obtoczenia mięsa)
4 łyżki oleju
3 średnie cebule pokrojone w kostkę
1 ząbek czosnku
1-1,5 l wody lub wywaru warzywnego
200-250 g pieczarek
2 papryki (czerwona i zielona)
1 marchewka
1 łyżka przecieru pomidorowego
½ łyżki mielonej ostrej papryki
1 łyżka słodkiej mielonej papryki
sól i pieprz do smaku

Składniki na placki:
1,5 kg ziemniaków
1 duża cebula
1 jajko
1 łyżka maki ziemniaczanej
2 łyżki mąki pszennej
sól i pieprz do smaku
olej do smażenia
4 łyżki śmietany kremówki 12%

Sposób przygotowania:
1. Mięso opłukać, oczyścić, pokroić w kostkę i  oprószyć  mąką.
2. Na patelni rozgrzać olej, podsmażyć  mięso. Przełożyć podsmażone mięso do dużego rondla.
3. Na tej samej patelni podsmażyć cebulę pokrojoną w kostkę i dodać do mięsa.
4. Do mięsa dodać czosnek przeciśnięty przez praskę, wymieszać i zalać wodą lub bulionem warzywnym.
5. Pieczarki umyć, obrać i pokroić w plastry, smażyć na patelni aż odparuje z nich woda.
6. Paprykę umyć, oczyścić z gniazd nasiennych i pokroić w paski. Marchewkę obrać i pokroić w talarki.
7. Po 30 min. duszenia mięsa dodać do niego przygotowane wcześniej warzywa.
8. W czasie duszenia gulaszu przygotować placki ziemniaczane. Ziemniaki
i cebule obrać i zetrzeć na tarce o grubych oczkach.
9. Do masy ziemniaczanej dodać jajko, mąkę  ziemniaczaną i mąkę  pszenną, doprawić do smaku solą i pieprzem.
10. Masę ziemniaczaną wymieszać. Na dużej patelni rozgrzać olej i układać masę ziemniaczaną 3-4 łyżek na jeden placek. Smażyć przez 3-4 min.
11. Aby placki nie traciły ciepła trzymać je w piekarniku w temp. 50°C.

Smacznego!




Rodzina Pani Iwony

środa, 18 października 2017

Niesamowity Wrocław

Od 2 do 6 października byliśmy na wycieczce we Wrocławiu. Pojechaliśmy tam już trzeci raz, a nadal nie udało nam się zobaczyć wszystkiego. Wrocław to miasto, do którego warto wracać.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Synagogi Pod Białym Bocianem, po której oprowadził nas Żyd.  Ciekawie opowiadał o zwyczajach i obrzędach wyznawców swojej religii. Bardzo kultywują oni swoje tradycje, są bardzo rygorystyczni w przestrzeganiu obowiązujących rytuałów. Olbrzymią wagę przywiązują do Tory, czyli Starego Testamentu, przechowują ją w pięknie haftowanych sukienkach i otaczają wielką czcią.
Wielu z nas było pod ogromnym wrażeniem widoków z tarasu Sky Tower, najwyższego budynku w Polsce. Ma on dwieście dwanaście metrów wysokości. Zbudowany jest w całości ze szkła i stali. Z tarasu zobaczyliśmy wspaniałą panoramę Wrocławia i okolic. Można było sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie.
Zachwyciła nas Panorama Racławicka. To arcydzieło przedstawia zwycięską bitwę pod Racławicami 4 kwietnia 1794 w trakcie Insurekcji Kościuszkowskiej. Obraz wygląda jakby byli na nim żywi ludzie, jest bardzo realistyczny. Warto zobaczyć również pozostałą część Muzeum Narodowego z ciekawymi wystawami m.in. sztuki średniowiecznej, ale też bardziej współczesnej np. z przełomu XIX i XX wieku.
Na najstarszym dworcu kolejowym, Świebodzkim warto zobaczyć Kolejkowo. To miniatura Wrocławia i okolic, która stale się rozszerza i rozbudowuje. Jedna figurka w makiecie powstaje 6 godzin, a było ich tysiące.
Dużą atrakcją Wrocławia są figurki krasnali umieszczonych w różnych miejscach miasta. Jest ich aż 319, a ich liczba ciągle wzrasta. Na Starówce podobały nam się zabytkowe kamieniczki i piękny ratusz. Na rynku znajduje się też z najstarsza piwiarnia w Polsce oraz średniowieczny pręgierz.
Byliśmy również w Teatrze Polskim na sztuce pt. „Okno na parlament”. Była to śmieszna opowieść o polityku i jego perypetiach życiowych. W Operze Wrocławskiej obejrzeliśmy współczesną adaptację „Kopciuszka”. Zachwyciło nas wnętrze opery.
Wrocław to piękne, stare miasto, do którego warto pojechać.

Uczestnicy wyjazdu












piątek, 29 września 2017

Wrocław

Wrocław ponownie wyciąga do nas dłonie,
Pozdrawia serdecznie, podnosi skronie.
To jest marzeniem każdego poety,
O tym mieście napisać wady...  Nie! Lecz zalety
Przepiękne miejsca dla par zakochanych,
Miłością kipiących, sobie oddanych.
Teatry, opery, nawet kina,
Tu tkwi urok piękna i ciepła.
Miejsce kultury, które zaklina.
ZOO i fontanny, muzea nas cieszą,
Pomniki krasnali, czy inne atrakcje czasami śmieszą.
Wrocławiu Kochany! My dobre zamiary mamy,
Chcemy Cię zwiedzać, nie rozrabiamy.
I choć nas znasz niewiele, ot ociupinę,
My w to wierzymy, że nas lubisz chociaż odrobinę.
Kochać, mocne słowo, za krótko się znamy,
Ale może kiedyś i my pokochamy…  

Zbyszek

czwartek, 28 września 2017

Benedykt Dybowski

Benedykt Dybowski, zesłaniec, podróżnik, zoolog, etnograf, profesor Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie.  Wybitny polski uczony z kilkoma tytułami naukowymi. Wielki polski patriota, co przypłacił więzieniem i zesłaniem na Syberię. Autor ponad 350 prac naukowych.

Urodził się 12 maja 1833 r. w Adamarynie na terenie obecnej Białorusi. Tam spędził dzieciństwo. Jego ojciec był z zawodu ogrodnikiem. Od najmłodszych lat interesował się przyrodą. Po skończonym gimnazjum, zdaniu matury Benedykt rozpoczął studia zoologiczne i medyczne na niemieckim uniwersytecie w Dorpacie, których nie ukończył. Został aresztowany za sekundowanie w pojedynku, co było wówczas zakazane. Studia kontynuował we Wrocławiu i Berlinie, gdzie w 1860 r. otrzymał tytuł doktora medycyny i chirurgii. W 1862 r. wrócił do Dorpatu, gdzie zdobył drugi tytuł doktora medycyny i chirurgii. 
W czasie powstania styczniowego został ponownie aresztowany. Groziła mu kara śmierci, ale ostatecznie został skazany na 12 lat ciężkich robót, konfiskatę majątku i pozbawienie praw. W 1864 r. odbył podróż na Syberię, gdzie leczył zesłańców i Rosjan. W końcu pozwolono mu osiedlić się nad Bajkałem, gdzie badał gigantyczne jezioro zwane świętym morzem. Prowadzone tam badania były przerywane przez wyprawy. Na zesłaniu spędził 13 lat. Otrzymawszy amnestię na krótko wrócił do Warszawy. Później  na 4 lata wrócił jeszcze na Syberię, by kontynuować badania i leczyć zesłańców.  Swoje dalekie podróże zakończył w 1884 r.
Osiadłszy we Lwowie w 1886 r. ożenił się z dużo młodszą od siebie Heleną z Lipnickich, z którą miał dwie córki i syna. W 1906 r. przeszedł na emeryturę i pracował w domu. Lata  spędzone na Kamczatce zaowocowały między innymi budową szpitali dla trędowatych. Napisał dużo książek, aż w czterech językach.
Zmarł we Lwowie 30 stycznia w 1930 r. dożywszy wieku 97 lat. Pochowany został na cmentarzu Łyczakowskim na tak zwanej Górce Powstańców. Żegnały go tłumy mieszkańców Lwowa. Grób był dewastowany, ale został odnowiony staraniem polskich i ukraińskich uczonych.

Małgorzata na podstawie książki M. i P Pilichów „Wielcy polscy podróżnicy, którzy odkrywali świat”